| Tikal |
Wspaniałe są starożytne ruiny Majów! Piramidy w Tikal wznoszące się nad najwyższymi drzewami dżungli, podziemne korytarze w Palenque wiodące do królewskich grobowców, tysiącletnie malowidła na ścianach komnat ukrytych w tropikalnym lesie świątyń w Bonampak. Pomiędzy tymi ruinami chodzą obwieszeni kamerami turyści i raz po raz zaglądają do trzymanych w ręce książeczek albo zgromadzeni w grupkach słuchają słowotoku przewodnika opowiadającego o tym, jacy wspaniali i mądrzy byli starożytni Majowie. Ale Majów wśród tych ruin nie ma. Gdzie się podziali? Wymarli?
Miasteczko zwane dziś Felipe Carillo Puerto, położone w samym środku dzisiejszego meksykańskiego stanu Quintana Roo, nie jest wspaniałe. Robi wrażenie sennego i prowincjonalngo. Przy rynku stoi kościół zbudowany z bardzo grubego kamiennego muru. Mieszkańcy są niziutcy, mają oliwkową cerę i rozmawiają w niezrozumiałym języku, choć do przybysza zwracają się po hiszpańsku.
„Jaki to język?”. Pytam kierowcę na postoju mikrobusów.
„Maja”, odpowiada. „Wszyscy tu tak mówią”
Majowie nie wymarli. Majowie nie żyli z tego co upolowali w lesie, tylko z kukurydzy, którą uprawiali od niepamiętnych czasów. Uprawiali kilka jej odmian, w czterech kolorach: żółtą, czerwoną, czarną i białą. Kukurydza była dla nich i nadal jest rośliną świętą, darem bogów, sama bogiem. Kukurydza jest dawcą życia i to dzięki niej Majowie przeżyli. A konkwistadorzy podbili kraj, ale wcale nie mieli zamiaru wybijać jego mieszkańców. Chcieli być panami, a żeby być panem – trzeba mieć chłopów. Majowie znakomicie się na chłopów nadawali. Wymarła dawna elita intelektualna, ci wszyscy którzy znali starożytne pismo i potrafili czytać księgi, spalone przez najeźdźców zostały również te księgi, ale zostali Majowie-chłopi. Zostali i odprawiali pańszczyznę.
Potem przyszła niepodległość. Dla Majów ona nic nie znaczyła, niepodległość ogłosili ci potomkowie Hiszpanów, którzy po kilku stuleciach mieszkania w Ameryce nie identyfikowali się już z Hiszpanią. Przy czym półwysep Jukatan to wcale wówczas nie był Meksyk. Hiszpańskojęzyczni mieszkańcy półwyspu ogłosili niepodległość jako Republika Jukatanu, a kiedy Meksyk (też świeżo niepodległy) się z tą decyzją nie zgodził i wysłał armię w celu pacyfikacji rebeliantów – rząd Jukatanu postanowił stawić opór. Meksykańska armia była dużo liczniejsza, wobec czego rząd Jukatanu postanowił wezwać pod broń swoich pańszczyźnianych chłopów. Zostali oni przeszkoleni i wysłani na front, najeźdźczą Meksykańską armię pokonano, poczem Indian odesłano do domu. Do domu – czyli do pańszczyzny.
| Majowie we wsi Senor |
Do zwycięstwa Majów przyczynił się w dużej mierze proch kupowany w sąsiedniej brytyjskiej kolonii Belize, ale oprócz tego, choć w zupełnie inny sposób, przyczynił się Mówiący Krzyż – Cruz Parlante. W 1850 roku niejaki Juan de la Cruz miał wizję – wydawało mu się że mówi do niego krzyż i przekazuje przesłanie od Boga. Indianie mieli się nie poddawać, bo Bóg im pomoże zwyciężyć. Nikt inny tego głosu nie słyszał, ale to nie miało znaczenia. Dla tego krzyża zbudowano wielki kościół (to właśnie ten kościół z grubego muru w Carillo Puerto), a żeby nie było niejasności że to świątynie Mówiącego Krzyża – za prezbiterium zbudowano specjalne pomieszczenie, gdzie ktoś się mógł ukryć i odgrywać rolę głosu Krzyża. Niewątpliwie tłumy Indian otaczały Mówiący Krzyż czcią taką jak cudami słynącą figurę, tyle że obrzędy tam odprawiane wywodziły się z antycznej tradycji Majów. A ów kościół, zwany Balam Na, jest ostatnią wielka świątynią wzniesioną przez Majów. Powstał około 1850 roku.
| Sanktuarium móiącego krzyża w Felipe Carillo Puerto |
Do początków XX wieku Majów bronił po części proch z Belize, a po części moczary i dżungla. Co jakiś czas oddział wojska z Jukatanu przedzierał się przez puszczę i czasem nawet docierał do indiańskiej stolicy, zastawał puste miasto i wchodził, ale potem się okazywało że Indianie są wokół w lesie, a oddział jest tak naprawdę w oblężonym mieście, w którym nie ma jedzenia. Po jakimś czasie tylko niedobitki wracały do domu. Jednakże w 1901 roku armia meksykańska użyła karabinów maszynowych oraz zaczęła budować kolej. Tego już Indianie nie wytrzymali i Meksyk ostatecznie zajął tę część kraju.
Co nie znaczy, że zniknęli Majowie. Oni nadal tam są i uprawiają kukurydzę. Nie zanikł też wcale kult Mówiącego Krzyża, w Felipe Carillo Puerto stoi do dziś jego sanktuarium. Byłem, widziałem, mogę opowiedzieć.
Felipe Carillo Puerto robi wrażenie sennego prowincjonalnego miasteczka, ale to jest właśnie Chan Santa Cruz – stolica ostatniego niepodległego państwa Majów. Świątynia Balam Na zamieniona została na kościół katolicki, ale nowe sanktuarium Mówiącego Krzyża stoi o cztery ulice dalej. Napis przy wejściu głosi, że nie wolno doń wchodzić w butach ani w kapeluszu. Wnętrze przypomina kościół, prezbiterium oddzielone jest niskim murkiem, pośrodku którego jest przejście dla kapłanów. Nad ołtarzem jest murowany łuk z takiego samego kamienia co mur Balam Na, a na ołtarzu stoi zgromadzenie figur najzupełniej katolickich świętych. Zaprowadził mnie tam Jorge, młody Indianin aktywny we wspólnocie Xiaat.
Carillo Puerto nie ma wspaniałych atrakcji turystycznych, turystów nie ma wielu, przyjeżdżają zapewne tylko ci, którzy chcą się zetknąć z żywą kulturą Indian. Xiaat (czytaj Szijat) to organizacja, która takie spotkania umożliwia. Nie jest to jednak organizacja bogata, nie ma biura w mieście, można się z nimi skontaktować za pośrednictwem obsługi kafejki internetowej o nazwie Balam Na Computation. W zasadzie jest to kilku chłopaków z pobliskiej wsi Señor. Warto to zrobić, jest to żywa kultura, we wsi Señor wszyscy szwargocą po majsku, a niektórzy w ogóle nie znają hiszpańskiego. Kobiety chodzą w tradycyjnych huipilach – białych bogato haftowanych sukienkach. Większość zabudowań we wsi to tradycyjne chaty kryte strzechą, z cienkimi ścianami, z wnętrzem niepodzielonym na pokoje. Ale warto pamiętać, to jest Meksyk, mañana znaczy tu mañana, a „aorita” (zaraz) może oznaczać trzy godziny później.
| Siedziba organizacji Xiaat we wsi Senor |
Koordynatorem programu jest Marcus, umawiam się z nim że przyjadę do Señor nazajutrz o ósmej rano. O siódmej wychodzę na postój colectivos (taksówek, które zabierają więcej pasażerów), kierowca taksówki z napisem „Señor” mówi „aorita vamos” (zaraz jedziemy) i rusza po trzech godzinach. Ale Marcus jest w porządku. Prowadzi mnie do dziadka, który opowiada to co mu jego ojciec opowiadał o wojnie z Meksykiem. Trochę się to opowiadanie różni od spisanej po hiszpańsku historii, pełno w nim cudów w których Bóg walczy po stronie Majów, brzmi to wszystko trochę jak opowiadanie Sabały o Janosiku. Potem prowadzi mnie do znachorki, która opowiada o leczniczych właściwościach różnych roślin w dżungli. To mi się akurat na wiele nie przyda, bo u nas te rośliny nie rosną. Potem wysyła mnie z Jorgem, żebym zobaczył Sanktuarium Mówiącego Krzyża. Pytam czy mógłbym być obecny na ceremonii w sanktuarium.
„Nie powinno być problemu”, mówi Jorge, „ale lepiej żebyś pojechał do Tixcacal Guardia, tam jest jeszcze starsze sanktuarium, a to tylko 5 kilometrów od Señor.”
Nazajutrz jadę z Marcusem do Tixcacal Guardia dowiedzieć się czy to jest możliwe. Świątynia jest znacznie prostsza niż Sanctuario de la Cruz Parlante, wygląda jak zwykła wiejska chata pod strzechą, tyle że ściany solidniejsze. Jest zamknięta, otwierana jest tylko na nabożeństwa, a te są o czwartej i o piątej rano. Kapłani mieszkają w sąsiedniej chacie, tak samo krytej strzechą, typowej wiejskiej chacie Majów. Drzemią w hamakach. Są to zwykli wieśniacy, którzy mają tygodniowe dyżury służby w świątyni. Jednego z nich spotkaliśmy we wsi, jest rikszarzem z zawodu. Kapłani nie maja nic przeciw temu żebym był rano na nabożeństwie, zapraszają na jutro na piątą.
Przyjeżdżamy następnego dnia o świcie. Główny kapłan i kilku innych mężczyzn siedzą przed świątynią. Podają nam krzesełka, rozmawiamy. Wewnątrz świątyni słychać jakieś śpiewy. Marcus mówi że są w staroświeckim języku Majów i on nie wszystko rozumie. Po jakimś czasie zapraszają do środka. Jeden z kapłanów wynosi z sanktuarium naczynie z napojem oraz kosz świeżo ugotowanej, parującej kukurydzy. Napój też jest sporządzony z kukurydzy. Każdy dostaje miskę tego napoju oraz jeden kaczan. Kukurydza jest biała. Ziarna są bielusieńkie, jak opłatek.