Friday, February 3, 2023

Japoński amidyzm, czyli buddyzm shin

 (...)Istotom żyjącym w tym Kraju Obudzonego zupełnie jest nieznane pojęcie własności. Istoty przechodzące i idące przez ten Kraj Obudzonego nie czują wcale przyjemności ani cierpienia, stawiają kroki bez pragnienia, z pragnieniem nie stawiają kroków, nie myślą o istotach. I znów, Anando, istoty urodzone w tym świecie zwanym Sukhâvatî nie znają w ogóle pojęcia "innych", nie znają pojęcia "siebie", nie znają pojęcia nierówności, nie znają pojęcia zmagania, nie znają pojęcia sporu, nie znają pojęcia sprzeciwu. Pełne zrównoważonej myśli, pełne dobrej myśli, pełne troskliwej myśli, pełne czułej myśli, pełne użytecznej myśli, pełne spokojnej myśli, pełne stanowczej myśli, pełne niestronniczej myśli, pełne niezmąconej myśli, pełne myśli skupionej na mądrości wiodącej na drugą stronę, posiadłszy wiedzę będącą solidną podstawą wszelkiej myśli, wiedzą równi oceanowi, mądrością równi górze Meru, posiadając wiele rozlicznych cnót, wsłuchując się w muzykę Obudzonego, doceniając muzykę Obudzonego, porzucają one oko cielesne, patrzą jedynie okiem Mądrości(...)

(Sukhavativyuha)


Budda Bezmiernyblask, czyli Amida, przybywający na chmurze
Pewnego dnia do klasztoru Taima-dera w pobliżu miasta Nara, w owym czasie stolicy cesarstwa Japonii, przyszły trzy nieznane nikomu mniszki. Poprosiły one o pewną ilość włóczki, poczem zabrały się do pracy. Pracowały pilnie trzy dni, w ciągu tego czasu wykonały wspaniały kilim, poczem... uniosły się w powietrzu i odpłynęły w kierunku zachodnim. Kilim ten przedstawiał Kraj Bezmiernegożywota tak, jak jest on opisany w sutrach Sukhavativyuha i Amitayurdhyana. Wydarzyło się to w 763 roku.

W tym samym mniej więcej czasie w klasztorze Gango-ji w Nara żył mnich imieniem Chikô. Pewnej nocy miał on przedziwny sen: oto sam Takprzeszedł Bezniernyblask (czyli Budda Amida) wręczył mu obraz, polecił dobrze go sobie zapamiętać, po obudzeniu namalować i następnie skupiać na nim swój umysł w czasie medytacji. Obraz ten również przedstawiał Kraj Bezmiernegoblasku, choć nieco mniej skomplikowany niż tkanina z Taima.

W 996 roku mnich z zakonu Hossô imieniem Shôkai wędrował do Kyôto, by tam otrzymać dwie mandale tantryczne. Po drodze spotkał nieznanego mnicha, który wręczył mu rysunki przedstawiające Kraj Bezmiernegoblasku i powiedział, że skupiając umysł na tych przedstawieniach można sobie zapewnić odrodzenie w owym kraju. Rysunki przypominały obrazy z Taima i z Gango, ale różniły się szczegółami. Wyjaśniwszy wszystko ów nieznany mnich znikł, a Shôkai doszedł do wniosku, że był to Bojownik o Obudzenie Słuchającypłaczówświata.

Te w tak niezwykły sposób otrzymane obrazy były bardzo potrzebne w średniowiecznej Japonii. Koncentracja umysłu na Kraju Bezmiernegoblasku (zwanego Czysą Ziemia) była wówczas popularna. Zakon Tendai stosował, pośród wielu innych praktyk, coś co nazywano po japońsku jôgyô-zammai: przez dziewięćdziesiąt dni od rana do wieczora recytowano wezwanie imienia (brzmiące po japońsku Namu Amida Butsu), obchodzono w koło posąg Bezmiernegoblasku i medytowano zgodnie ze wskazówkami sutry Amitâyurdhyâna. Zakon Shingon teoretycznie bardziej się koncentrował na praktykach tantrycznych, tym niemniej skupianie umysłu na Bezmiernymblasku nie było tam nieznane, a w dwunastym wieku mnich Chingai utworzył odrębną gałąź tego zakonu zajmującą się głównie praktykami wiodącymi do odrodzenia w Czystej Ziemi. Zapotrzebowanie na obrazy przedstawiające Czystą Ziemię było duże. Kopiowano je tak jak sutry i wieszano w świątyniach jako pomoce do medytacji.

Takie przedstawienia Czystej Ziemi Japończycy nazywają słowem mandara; czyli tak samo, jak tantryczne schematy Niewidzialnego Świata. Jest to oczywiście sanskryckie słowo mandala, oznaczające dosłownie "krąg". W buddyjskiej terminologii słowem tym określano krąg ziemi u stóp drzewa, pod którym Mędrzec Sakyów dostąpił Obudzenia. Spośród japońskich mandar Czystej Ziemi najmniej skomplikowana jest Chikô Mandara. Namalowana jest w z grubsza zbieżnej perspektywie, ale ikonograficznie podzielona jest na sześć poziomych pasów. Dolny pas, a w perspektywie obrazu pierwszy plan, nazywa się bugaku-dan, czyli przestrzeń tańca i muzyki: po bokach lotosowego stawu siedzą postacie grające na różnych instrumentach, a na dwóch mostach prowadzących na centralnie położoną wyspę znajdują się dwie postacie tańczące. Następny pas, i następny plan, nazywa się hôsui-dan, czyli przestrzeń kryształowej wody: jest to staw z lotosami, z których niektóre są w pąkach, a inne otwarte z małymi dziećmi wewnątrz. Następny pas nazywa się hôchi-dan, czyli ziemia z drogich kamieni, rosną na tej ziemi drzewa również z klejnotów. Następny pas nazywa się shôson-dan, czyli przestrzeń dworu Obudzonego: centralną postacią jest tam siedzący na lotosowym tronie Bezmiernyblask, po jego lewej stronie (czyli po prawej stronie obrazu) siedzi na podobnym lotosie Słuchającypłaczówświata (czyli po japońsku Kannon), po jego prawej stronie siedzi Wielkasiła (czyli po japońsku Seishi), a wokół jest tłumek mniejszych postaci. Następny pas nazywa się rôkaku-dan, czyli przestrzeń wielopiętrowych budynków, które wznoszą się za plecami i nad głowami Amidy i jego dworu; jest to architektura w stylu chińskim, z krzywymi dachami. Najwyższy pas nazywa się koku-dan, czyli pusta przestrzeń. Mandara ta była wielokrotnie kopiowana, w świątyni Gango-ji w Nara znajduje się kilka takich kopii, najstarsza z dwunastego wieku. Cudowny oryginał mnicha Chikô niestety zaginął.

Pisana złotym atramentem sutra z ilustracją przedstawiajacą raj Bezmiernegoblasku
Istnieje natomiast do dziś owa cudowna tkanina z Taima-dera, czyli Taima Mandara; przechowywana jest obecnie w muzeum narodowym w Nara. Dzisiejsi uczeni, jak to uczeni, powątpiewają w cudowne powstanie tego dzieła i przypuszczają, że powstało ono w Chinach i być może w epoce Nara zostało do Japonii przywiezione. Niewątpliwe jest, że jego ikonografia pasuje idealnie do komentarzy chińskiego mnicha Shandao. Centralna część mandali rozplanowana jest podobnie do Chikô, tyle że jest tam znacznie tłoczniej: dwór wokół centralnej trójcy jest liczniejszy, nad budynkami w pustej przestrzeni unoszą się liczne postacie na obłokach, a u dołu obok muzykantów są sceny "ojca witającego dzieci", czyli Amidy witającego nowonarodzonych. Wokół centralnego obrazu są rzędy małych scen ilustrujących sutrę Amitâyurdhyâna. Oryginalna tkanina jest dużych rozmiarów, kopie malowano zazwyczaj mniejsze, ale w określonej proporcji, na przykład ćwierć, albo jedną ósmą, albo jedną szesnastą. Najsłynniejsza z tych kopii, zwana Kempô-shin Mandara, znajduje się dziś w świątyni Zenrin-ji w Kyôto.

Shôkai Mandara jest teoretycznie czymś pośrednim pomiędzy Taima i Chikô, ale tak naprawdę jest niewiele bardziej skomplikowana od tej ostatniej. Jej charakterystyczną cechą są dwa mosty w architekturze za Amidą. Jej kopie znajdują się dziś między innymi w świątyni Jôdo-ji w Nara oraz w Shôkô-ji w Kyôto.

W późnym okresie Heian nie tylko malowano obrazy mające przedstawiać Kraj Bezmiernegoblasku, budowano także świątynie wzorowane na owych mandalach Amidy. Najbardziej znaną z nich jest Byôdo in w Uji w pobliżu Kyôto, świątynia zakonu Tendai. Zbudował ją w 1053 roku Fujiwara Yorimichi, regent cesarza, i do dziś jest dobrze zachowana. Główny pawilon stoi na wyspie pośrodku lotosowego stawu. Pawilon jest piętrowy, co w średniowiecznej Japonii było rzadkie, ale zgodne ze wskazaniami sutry. Pośrodku pawilonu stoi złocony posąg Amidy prawie trzymetrowej wysokości. Wewnątrz posągu znajduje się mały postumencik w kształcie lotosu, na owym lotosie położony jest dysk, na którym wypisana jest wielosylabowa mantra. W pawilonie znajduje się także dziewięć obrazów przedstawiających dziewięć sposobów, w jaki Amida wita nowonarodzonych; są to te same sceny, które w Taima Mandara są w rzędzie u dołu. Taka scena powitania przez Bezmiernyblask nazywa się po japońsku Amida Raigô.

Przedstawienie Amidy przybywającego na chmurze było również częstym tematem malarstwa tego okresu. Być może miały one być pomocą w przygotowaniu na śmierć. Być może miały pomóc umierającemu w rozpoznaniu tego, co w momencie śmierci zobaczy. Istniał również specjalny amidystyczny rytuał przedśmiertny: w rękę umierającego wkładano nitkę, której drugi koniec przymocowywano do ręki posągu Amidy specjalnie w tym celu przyniesionego. Z naszej perspektywy taka praktyka wygląda trochę jak myślenie życzeniowe w rodzaju powtarzania słowa "cukier" z nadzieją na słodki smak w ustach. Historia sutry Sukhâvatîvyuha to zdaje się historia pomyłek w odczytywaniu tekstów. Ale nie tylko. Jej żywotność chwilami zadziwia; nie wiadomo właściwie dlaczego w ciągu historii pojawiały się nonkonformistyczne ruchy, które tę właśnie sutrę uważały za swoją główną inspirację. Jeden z tych ruchów pojawił się w Japonii w epoce Kamakura.

Epoka Kamakura to epoka samurajskich wojen, czasy zręcznego obcinania głów i rozcinania brzuchów. To również epoka feudalnych włości wielkich klasztorów, których bronili ćwiczący się w sztukach walki mnisi. Epoka fałszywej nauki, tak właśnie jak to pisał chiński mnich Shandao. Niektórzy już wówczas zdawali sobie z tego sprawę. W 1175 roku mnich z góry Hiei, imieniem Hônen, pod wpływem lektury pism Shandao zaczął głosić, że w epoce fałszywej nauki praktyki tantryczne i tym podobne do niczego dobrego nie doprowadzą. Wszystkie te praktyki bez szczerej wiary są pustą indoktrynacją. Do prawdziwej wiary może doprowadzić nembutsu, czyli praktyka wzywania imienia Bezmiernegoblasku. To wezwanie, jeśli wypowiedziane z czystym sercem, pozwala otworzyć się na działanie "innej mocy". Owa "inna moc" (zwana po japońsku tariki) jest w każdym człowieku, zazwyczaj głęboko ukryta; jest ona tam dlatego, że Takprzeszedł Bezmiernyblask złożył kiedyś ślub że ona tam będzie. Zazwyczaj jest ukryta, bowiem przesłania ją "własna moc" (zwana po japońsku jiriki), ale każdy może się otworzyć na jej działanie, niezależnie od tego czy jest żebrzącym mnichem, czy ojcem sześciorga dzieci.

Takie podważanie autorytetu klasztornych instytucji nie było w smak tkwiącym po uszy w schyłkowej epoce fałszywej nauki mnichom z góry Hiei. Hônen był człowiekiem o łagodnym usposobieniu, niezbyt skorym do otwartych konfrontacji. Na zarzut, że podważa wartość buddyjskiego zakonu odpowiadał, że choć nembutsu jest najważniejsze, to jednak buddyjskie zakonne śluby nie są bezużyteczne. Powiadał, że "Nawet grzeszników Amida wyzwoli, o ileż bardziej cnotliwych". Sam zresztą przestrzegał zakonnych ślubów, pozostawał w celibacie i nigdy oficjalnie nie opuścił zakonu Tendai. Tym niemniej przy głównych tezach swego nauczania pozostawał uparcie i próby łagodzenia konfliktów nie uchroniły go przed prześladowaniami: choć początkowo cieszył się respektem cesarza, w wyniku mnisich intryg został w końcu zesłany do odległej prowincji na zachodzie i dopiero przed śmiercią pozwolono mu wrócić do stolicy.

Główny uczeń Hônena, imieniem Shinran, był znacznie mniej skłonny do wszelkich ceregieli. Aby nie było wątpliwości że nie ma zamiaru dyskutować z wielce uczonymi interpretatorami sutr (nawiasem mówiąc on sam studiował dwadzieścia lat na górze Hiei zanim został uczniem Hônena), przyjął on imię Gutoku, co znaczy "głuptasek". Sformułowanie Hônena zgrabnie przerobił na: "Nawet cnotliwych Amida wyzwoli, o ileż bardziej grzeszników", co oczywiście nie było pochwałą grzechu, lecz demaskacją grzechu pychy. Nawracający się grzesznik posiada jedną cechę absolutnie konieczną do prawdziwej wiary: pokorę, której nierzadko brakuje zadowolonym z siebie "cnotliwym". Shinran nie tracił czasu na zjednywanie sobie pozerów i hipokrytów. Na przykład fałszywych celibatariuszy. Nie miał on nic przeciw prawdziwemu głębokiemu celibatowi, ale pozorny celibat grożący w najlepszym razie natręctwami myślowymi, a w gorszym rozpustą lub zboczeniami seksualnymi, jest z pewnością barierą na drodze do prawdziwej wiary. Nie jest natomiast barierą małżeństwo: sam Shinran ożenił się i miał sześcioro dzieci. A z drugiej strony to nie moralność prowadzi do wiary, lecz odwrotnie: moralność wynika z wiary. Kto choć raz w życiu z prawdziwie głęboką wiarą wezwał imienia Bezmiernegożywota, otworzył się na działanie "innej mocy", ten już potem będzie unikał złych czynów, które są zawsze wynikiem działania "własnej mocy".

Bowiem wezwanie z prawdziwie głęboką wiarą imienia Bezmiernegoblasku oczyszcza z grzechów. Zgodnie z buddyjską nauką dawne złe czyny powodują, że popełnia się nowe złe czyny. Działa tu prosty mechanizm, na przykład odwet tych, których skrzywdzono powoduje chęć kolejnego odwetu - jest to zaklęty krąg. Ale jakże popełniać zło, mścić się itd. - ze świętym imieniem na ustach? A ktokolwiek choć raz w życiu wezwał Imienia z prawdziwie głęboką wiarą, ten rozumie istotę zła i nie będzie chciał go popełniać. Taki ktoś już się urodził w Czystej Ziemi. To urodzenie się w Czystej Ziemi już za życia nazywa się po japońsku gensô, w odróżnieniu od odrodzenia po śmierci, zwanego ôsô. Sama Czysta Ziemia zwie się po japońsku Jôdo i tym mianem nazywa się zwykle zapoczątkowany przez Hônena nurt w buddyźmie.

Higashi Honganji w Kyoto
Hônena zesłano na zachód kraju, Shinran w tym samym czasie zesłany został do wschodnich prowincji, kiedy jednak cofnięto nakaz banicji - Shinran nie myślał wracać. Na wschodzie też byli ludzie, którym trzeba było głosić Dobrą Naukę. Co więcej - byli tam ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o Buddzie. Shinran pochodził z arystokratycznej rodziny, ale głosił swą naukę wśród chłopów. Nauczanie Shinrana było reakcją na nadużycia i uwarunkowania, ale wielu jego słuchaczy po raz pierwszy zetknęło się z buddyzmem w tej właśnie formie. Tym niemniej byli to w większości chłopi, więc trudno się dziwić, że w ciągu historii utworzona przez nich szkoła wykazywała nierzadko skłonności do nonkonformizmu. Sam Shinran nie zakładał nowej szkoły, uważał że rozpowszechnia jedynie nauczanie Hônena. Dopiero uczniowie Shinrana utworzyli nową szkołę, zwaną Jôdo Shin. Była ona nonkonformistyczna od początku. Za wzorem Shinrana zarzucono obowiązek celibatu. Zarzucono przedśmiertne ceremonie z figurą Amidy i nitką, wychodząc z założenia, że istotnie jest urodzenie się w Czystej Ziemi za życia, czyli prawdziwe nawrócenie, a nie marzenia o wygodnym życiu po śmierci. Zarzucono też medytację, również ową wizualizację Amidy, wychodząc z założenia, że powoduje ona raczej samozadowolenie i indoktrynację niż otwarcie się na działanie "innej mocy", czyli prawdziwą wiarę. Zamiast takiej medytacji szkoła Shinshű zaleca analizę własnych przeszłych czynów, co pozwala zrozumienie ich przyczyn, czyli działanie "własnej mocy", a to z kolei pomaga w otwarciu się na działanie "innej mocy".

Szkoła Shin cieszyła się ogromną popularnością wśród ludu, natomiast inne zakony uważały ją za heretycką. Jej świątynie były napadane i palone. Główna świątynia szkoły, zwana Hongan-ji, była kilkakrotnie niszczona i odbudowywana w nowym miejscu. Bywało, że główny opat zakonu, zamiast rezydować we wspaniałej świątyni, pielgrzymował po kraju jako wędrowny kaznodzieja. Takim był żyjący w piętnastym wieku Rennyô Shônin, potomek Shinrana przywabiający tłumy słuchaczy i uważany za "drugiego założyciela". A w ciągu wieków wielu wyznawców, często prostych ludzi, niepiśmiennych, uznawano za myôkônin, czyli tych, którzy już na ziemi urodzili się w Czystej Ziemi. Już w tym życiu nieznane jest im pojęcie własności, przyjemności, cierpienia, nie znają pojęcia zmagania, sporu i sprzeciwu, za to pełni są dobrej myśli, troskliwej myśli, myśli wiodącej na drugą stronę...



Więcej na temat sztuk Japonii w mojej książce "CZARKA GORZKIEJ HERBATY"

Monday, January 30, 2023

Szkoła skupienia, czyli buddyzm Zen

 


Pewnego dnia ktoś usiłował namówić Dogena do podróży do Kamakura, by rozkwitała Prawdziwa Nauka. Dogen odmówił. "Jeśli ktoś chce praktykować Prawdziwą Naukę, będzie jej szukał choćby miał przekroczyć góry, rzeki i oceany. Jeśli nie ma takiego zdecydowania, wówczas nie ma wcale pewności, że przyjmie tę naukę nawet jeśli ja tam pojadę i będę go nakłaniać. Czyżbym miał ogłupiać ludzi tylko po to, by uzyskać materialne wsparcie? Czy nie byłaby to zwykła chciwość? Zmęczyłbym się tylko, nie widzę powodu do takiej podróży."

Dogen, "Shobogenzo Zuimonki"

Hondo w klasztorze zen
W 1168 roku przybył do Chin japoński mnich z góry Hiei, imieniem Eisai. Góra Hiei była w owym czasie wielkim buddyjskim uniwersytetem, gdzie ambicje i niekiedy nietolerancja ścierały się z wnikliwymi umysłami otwartymi na nowe prądy. Eisai wybierał się przede wszystkim do świętego miejsca swego zakonu, na górę Tiantai, na miejscu przekonał się jednak, że szkoła Tiantai w Chinach przygasa, natomiast bujnie rozwija się zakon zwany Skupienie, o którym opowiadają przedziwne rzeczy. W 1187 roku Eisai wyruszył ponownie na kontynent, tym razem z większą ambicją: dotarcia do Indii. To mu się nie udało, udało mu się natomiast coś znacznie cenniejszego: przez kilka lat siedział przed ścianą w klasztorze Domu Linji, otrzymał Pieczęć Obudzenia, a kiedy cztery lata później wrócił do kraju, napisał traktat o wyższości szkoły Skupienia nad innymi szkołami buddyzmu. Konserwatyści z góry Hiei oponowali, natomiast shogunowie Minamoto byli zainteresowani nowym trendem, dzięki czemu Eisai został mianowany opatem świeżo wybudowanego w Kyoto klasztoru Kennin-ji. W nowym klasztorze nadal recytowano tantryczne sutry, jednakże główny nacisk kładziono na siedzenie w milczeniu. Nazwa nowej szkoły, po sanskrycku dhyan (czyli 'skupienie'), po chińsku Chan, po japońsku brzmiała Zen. Nazwa Domu Linji po japoński brzmiała Rinzai.

W 1214 roku do Kennin-ji przybył młody mnich z góry Hiei, imieniem Dogen, zaintrygowany nową nauką. Eisai przebywał wówczas w Kamakura, stolicy shogunów, rok później zresztą zmarł. Dogen, młody człowiek o chłonnym umyśle, chciał pójść w jego ślady i wybrać się w podróż, ale nie do Kamakura ani (na razie) na tamten świat, lecz do Chin. Wyruszył w tę podróż wiosną 1223 roku. Przebywał w Chinach cztery lata, większość czasu w klasztorze Tiantong, gdzie opatem był wówczas Ruijing, mistrz Domu Caodong. Ruijing był jednym z tych mistrzów, którzy nie żałowali bambusowego kija; chlastał i obrzucał wyzwiskami tych, którzy przysypiali w czasie medytacji, a potem niekiedy dodawał: "Smuci mnie to, ale muszę was okładać, by wypędzić z was lenistwo. Bracia, wybaczcie!" Pewnego wieczoru sąsiad Dogena zaczął przysypiać i nagle mistrz wrzasnął za jego plecami: "W czasie skupienia ciało i umysł są wyrzucone na śmietnik! Czemu śpisz?" Słysząc to Dogen nagle wyrzucił na śmietnik ciało i umysł, dostrzegł Niewidzialną Rzeczywistość, poczem zerwał się i wybiegł, by przed figurą Buddy zapalić dziękczynne kadzidełko. Ruijing uznał Obudzenie Dogena za rzeczywiste i przekazał mu Pieczęć Sukcesji. W 1227 roku Dogen wrócił do Japonii do klasztoru Kennin-ji.

Takuhatsu, czuli żebranie

W 1228 roku do Kennin-ji przybył inny młody mnich z góry Hiei, imieniem Ejo. Był on również zaintrygowany nową nauką, więc usłyszawszy, że w Kennin-ji mieszka przybyły właśnie z Chin mnich Zen, wyruszył tam. Dogen po kilku rozmowach wyczuł, że ma do czynienia z kimś, kto ma uszy do słuchania. W Kennin-ji jednakże Dogen był tylko jednym z mnichów. W 1230 roku opuścił Kennin-ji i przemieszczał się od klasztoru do klasztoru, z dala od stolicy, od politycznego patronatu i godności, ucząc siedzenia w skupieniu i zyskując powoli uczniów mających uszy do słuchania. Przez cały ten czas pisał swą wielką księgę zatytułowaną "Shobogenzo", czyli "Skarbnica Prawdziwej Mądrości". W końcu w 1243 roku, dzięki wsparciu uczniów, zbudował klasztor Eihei-ji na dalekiej prowincji, w pobliżu dzisiejszego miasta Fukui. Ejo był przez wszystkie te lata najbliższym uczniem Dogena, otrzymał odeń sukcesję, a kiedy w 1253 roku Dogen zmarł, Ejo został drugim opatem Eihei-ji. Był on o dwa lata od Dogena starszy, ale żył o trzydzieści lat dłużej.

Dogen otrzymał sukcesję w Domu Caodong, czyli po japońsku Soto, jednakże nie twierdził wcale, że wprowadza jakąś nową szkołę. Przeciwnie, twierdził on, że Zen nie jest żadną nową szkołą, bo (jak mawiał Szósty Patriarcha) kto postrzega różnice, ten daje się zwieść iluzjom, a kto różnice wprowadza, ten jest na usługach demona Mary-zwodziciela. Według Dogena Zen jest tylko metodą prowadzenia uczniów do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości. Tym niemniej jego uczniowie zorganizowali się w prężny zakon, zwany w Japonii Soto. Rozwijał się on dynamicznie, acz głównie w prowincjach, z dala od politycznych ośrodków, zgodnie z założeniem że wszyscy ludzie - niezależnie od statusu społecznego - potrzebują buddyjskiego nauczania. Zgodnie ze wskazaniami Szóstego Patriarchy nie odrzucano sutr, ich recytacja na czczo należała do codziennych praktyk. Recytowano tam nie tylko sutry, ale również dharani (czyli po japońsku darani), sekwencje nic nie znaczących dźwięków uważanych przez niektórych za zaklęcia. Króciutka "Shosaimyo Kichijo Darani" należy do dziś do najczęściej recytowanych tekstów. Z drugiej strony za równe sutrom uznano pisma Dogena i również one były recytowane; napisane trzynastowieczną japońszczyzną dziś z trudem są zrozumiałe, ale wówczas zrozumiałe były bez trudu.

Sutry były jednak tylko jednym z elementów życia klasztornego, bynajmniej nie najważniejszym. Wprowadzono regułę Baizhanga, co oznaczało, że mnich może posiadać tylko określone przedmioty, musi codziennie fizycznie pracować i musi żyć głównie z żebrania. Posiadanie tylko niewielu przedmiotów to oczywiście przywrócenie zasady ubóstwa, zapomnianej wówczas w bogatych klasztorach dawnych szkół. Codzienna praca to dla wielu konieczna szkoła pokory: wśród adeptów Zen było wielu pochodzących z wyższych sfer, spośród arystokracji i samurajów (zarówno Dogen jak Ejo pochodzili z rodu Fujiwara), którzy normalnie nie kalali rąk pracą. Tymczasem każdy nowicjusz w klasztorze Zen ma przydzieloną pracę uważaną w świeckim społeczeństwie za najniższą, na przykład czyszczenie latryn lub (jak Szósty Patriarcha Huineng) młócenia ryżu w kuchni. Żebranie to też lekcja pokory, ale nie tylko. Kiedy się medytuje i stara osiągnąć Obudzenie, bardzo łatwo przychodzi myśl, że się jest "lepszym" niż świeckie otoczenie uganiające się za pieniędzmi, seksem itd.; jeśli się jednak żyje z tego, co owo świeckie otoczenie włoży do żebraczej miski, wówczas się pamięta, że wysiłek jest tak naprawdę wspólny. Z drugiej strony - jak głosi buddyjskie nauczanie - ku Obudzeniu prowadzą nie słowa, lecz czyny, a pierwszym krokiem jest bezinteresowne dawanie, dlatego też żebranie spełnia ważniejszą rolę w głoszeniu Dobrego Nauczania, niż jakiekolwiek teksty. Praca i żebranie są niezbędne, jednakże najbardziej charakterystyczną rzeczą praktykowaną w klasztorach Zen jest siedzenie.

Bodhisattva Mandżuśri w sali medytacji

Zen znaczy skupienie i ktokolwiek zgłasza się do klasztoru Zen, przychodzi po to, by siedzieć w skupieniu. Zgodnie z regułą Baizhanga mnisi wędrowali od klasztoru do klasztoru przez trzy miesiące latem i przez trzy miesiące zimą, natomiast wiosną i jesienią gromadzili się w klasztorach na trzymiesięczne okresy intensywnej medytacji, zwane po japońsku
sesshin, czyli "skupienie serca". Siedzenie w skupieniu, w pozycji lotosu, trwało wówczas po kilkanaście godzin dziennie, z króciutkimi przerwami na "chodzącą medytację" i dłuższymi na recytację sutr i na dwa posiłki dziennie. W czasie sesshin nie prowadzono również żadnych rozmów, panowało absolutne milczenie, przerywane jedynie recytacją sutr i ewentualnie wykładem mistrza. Niekiedy był też czas na indywidualne spotkanie z mistrzem, który każdego mnicha prowadził do Obudzenia w zależności od jego stanu psychicznego. Czasem był też moment na ceremonię herbaty, bardzo charakterystyczną dla klasztorów Zen zarówno w Chinach, jak w Japonii. Zasady każdego sesshinu ustanawiał mistrz, który sam otrzymał kiedyś Pieczęć Obudzenia i dlatego mógł prowadzić uczniów we właściwym kierunku.

Bezpośrednie spotkanie mistrza z uczniem uważa się w Zen za najważniejsze. Przede wszystkim dlatego, że mistrz, który sam dostrzegł Niewidzialną Rzeczywistość, potrafi odróżnić prawdziwe Obudzenie od stanów pozornych i złudzeń. Mistrz też wie, jakim sposobem - w zależności od psychicznego stanu ucznia - rozpędzać złudzenia: czy przy pomocy łagodnej sugestii, czy bambusowego kija. Ponadto w zakonach Zen uważa się, że najważniejsze przesłanie jest pozasłowne, słowa służą jedynie do sugestii w jakim kierunku iść. W czasie indywidualnego spotkania uczeń może prosić o wskazanie jak rozwiązać problemy napotykane przy medytacji, ale niekiedy to spotkanie może się odbywać w całkowitym milczeniu. W klasztorach Soto z zasady nie zadaje się poszczególnym uczniom anegdot do rozważenia w czasie medytacji. Dogen, podobnie jak wcześniej Hongzhi, zalecał "po prostu siedzenie"; medytacja "w celu" osiągnięcia Obudzenia jest formą chciwości, a chciwość - nawet w minimalnej dawce - stanowi barierę. Nie znaczy to, że owe anegdoty nie były w klasztorach Soto używane. Służyły one często do ilustracji wykładów mistrza, ponadto niektóre pisma Dogena - recytowane wraz z innymi sutrami - były w zasadzie zbiorami anegdot. Mnisi w klasztorach Soto również "nasiąkali" tekstami, zarówno anegdotami jak recytowanymi sutrami, najważniejsze było jednak "po prostu siedzenie", w pełnym skupieniu, "zawsze jak tygrys gotowy do skoku".


Reguła Baizhanga określała także plan klasztoru. Klasyczne japońskie klasztory Zen, na przykład Eihei-ji, posiadały zawsze siedem podstawowych budynków. Wchodziło się na teren klasztoru przez sammon, czyli "bramę góry". Był to z reguły duży budynek, często dwupiętrowy, w chińskim stylu z krzywymi dachami. Klasztor był istotnie często budowany na zboczu góry, ale nazwa budynku bramnego była też symboliczna: mieszkający w klasztorze mnisi "wspinali się na wielką górę". Naprzeciw bramy stał centralny budynek klasztoru: butsuden, (czasem zwany honden) mieszczący ołtarz z kultowymi figurami buddów i bodhisattvów. Tutaj odbywała się recytacja sutr i rytuały takie jak bicie pokłonów i zapalanie kadzidełek. Za butsudenem znajdował się hatto, czyli "sala Nauczania"; tutaj odbywały się wykłady mistrza. Po lewej stronie butsudenu (patrząc z bramy) znajdowało się sodo, czyli "sala Wspólnoty" (w niektórych klasztorach zwana zendo , czyli "salą skupienia"); tutaj mnisi siedzieli w milczeniu i spali. W klasztorach Soto pośrodku sali Wspólnoty stała zawsze charakterystyczna figura: bodhisattva Mańjuśri w pozie medytacji. W ikonografii buddyjskiej Mańjuśri - uosobienie głębokiej Mądrości - przedstawiany jest zwykle z mieczem do rozcinania iluzji; w sodo nie miał on miecza, ale miał bambusowy kij, który leżał u stóp figury. W czasie siedzenia w skupieniu jeden z mnichów nosił ten kij z całym dostojeństwem wokół sali i niekiedy komuś nim przyłożył; ostry ból uderzenia pomagał rozpędzić natrętne myśli, a z pewnością pomagał rozpędzić senność. W przedsionku do sodo wisiała często duża rzeźba ryby jako symbol kogoś, kto nigdy nie zamyka oczu. Po prawej stronie butsudenu był kuin, czyli budynek gospodarczy, zawierający kuchnię i refektarz. Bliżej bramy po lewej stronie dziedzińca znajdował się budyneczek zwany tosu lub setsuin, czyli latryna. Nie jest to bynajmniej budynek bez znaczenia, reguła Baizhanga obejmowała wszystkie dziedziny życia, również tę, latryna ma być wedle tej reguły nieskazitelnie czysta. Po prawej stronie bramy znajduje się yokushitsu, czyli łaźnia. Reguła Baizhanga przewidywała kąpiel dla wszystkich mnichów co pięć dni, przy czym "dzień kąpielowy" był nieco luźniejszy: mniej pracy, mniej medytacji, za to golenie głów i moczenie się w gorącej wodzie. Reguła ta przewidywała również - aby unaocznić mnichom, że wszystko jest dobrodziejstwem - recytację odpowiednich krótkich sutr przed każdą czynnością: przed posiłkiem, przed żebraniem, ale także przed kąpielą i przed wejściem do latryny. Przed wejściem do latryny stała z reguły figurka bodhisattvy oczyściciela, któremu należy się pokłonić, a przed wejściem do łaźni figurka bodhisattvy, który podobno w kąpieli osiągnął Obudzenie. Taki był klasyczny układ klasztoru, dziś jednak rzadko spotykany. W ciągu stuleci w wielkich klasztorach dobudowywano nowe budynki, w małych nie wszystkie budowano albo budowano w nieco innym układzie; w ogóle mistrzowie Zen wszelkie reguły traktowali zawsze raczej jak wskazania niż obowiązujące prawo.

W XVIII w klasztorze Myoshin-ji w Kyoto mieszkał Hakuin, zwany "drugim założycielem Rinzai". Hakuin zaostrzył klasztorną dyscyplinę, po trosze na wzór zakonu Soto, który zawsze znacznie ściślejszej dyscypliny przestrzegał. Nie tylko na tym jednak polegało odnawianie: w przeciwieństwie do mistrzów Soto Hakuin kładł nacisk na praktykę koanu i w tej dziedzinie opracował cały nowy system. Dotychczasowe koany były anegdotami, w chińskiej tradycji miały niekiedy formę długich opowiadań, acz w przywiezionych do Japonii antologiach były one najczęściej zredukowane do kilkuzdaniowego dialogu. Hakuin zredukował to jeszcze bardziej, u niego koan był jednym prostym, z reguły absurdalnym zdaniem, na przykład "Jak brzmi klaśnięcie jednej ręki?" Medytujący pod jego kierunkiem mnisi musieli codziennie przychodzić na indywidualne spotkanie, otrzymywali koan do rozważenia, a nazajutrz musieli nań odpowiedzieć. Tych pytań była cała z góry ustalona seria. Po odpowiedziach mistrz potrafił ocenić, czy uczeń stosuje schematy myślenia, czy też potrafi się od schematów wyzwolić. Bowiem schematy myślenia przesłaniają Niewidzialną Rzeczywistość. W ciągu całej swej historii buddyzm, a Zen w szczególności, dążył do przełamywania schematów. Hakuin przyczynił się także do odrodzenia zenistycznego, przełamującego schematy, malarstwa. Sam był malarzem i malował pełne humoru karykatury słynnych japońskich mistrzów z dawnych czasów, a malował je tak, jak się dotychczas malowało Bodhidharmę. Własne autoportrety zresztą malował podobnie: widzimy na nich pucułowatego bonzę z wyłupiastymi oczyma i szelmowskim uśmieszkiem.

Figura boddhisattvy przed wejściem do łaźni

Buddyzm w ogóle, a Zen w szczególności, zawsze dążył do przełamywania schematów myślenia, z czego oczywiście wynika, że zawsze miał co przełamywać. Wszelkie instytucje po jakimś czasie zaczynają funkcjonować na zasadzie bezwładności i buddyjski zakon nie jest tu wyjątkiem. Kolejne pokolenia przyzwyczajają się do tego co "zawsze było", niekiedy zaniedbując co surowsze nakazy dawnej reguły. Buddyjski zakon przeszedł w ciągu swej historii zadziwiającą ewolucję. Pierwotnie w Indiach przyjęta zakonna reguła miała mnichom ułatwić dostrzeżenie Niewidzialnej Rzeczywistości; obejmowała ona celibat, życie z żebrania itd. Później nurt zwany Wielkim Wozem, nie likwidując bynajmniej zakonu z jego surową regułą, uznał, że Obudzenie mogą też osiągnąć świeccy, którzy reguły nie przestrzegają. Szczególny nacisk na świeckich kładł właśnie Zen: Szósty Patriarcha Huineng otrzymał insygnia swojej godności jako świecki, a dopiero później przyjęto go do buddyjskiego zakonu. Ten zakon jednak cały czas istniał i właśnie w przypadku Zen ścisła reguła była zawsze przestrzegana. W średniowieczu doszedł jednak nowy element: buddyzm tantryczny przywiózł do Chin rytuał pogrzebowy i z biegiem czasu rozpowszechnił się zwyczaj zapraszania mnichów na pogrzeb celem poprowadzenia tego rytuału. Zwyczaj ten przyjął się również w Japonii, gdzie od średniowiecza uważano, że kapłani shinto zajmują się sprawami doczesnymi, a mnisi buddyjscy życiem pozagrobowym. Pogrzeby wiązały się oczywiście z pieniężnymi ofiarami. W epoce Edo rząd shoguna, regulując w drobnych szczegółach życie kraju, pomyślał również o pogrzebach i o dochodach z nich płynących. Cały kraj podzielony został na "parafie", każda miejscowość przypisana została jednej świątyni i ludność "parafii" tylko w swojej świątyni mogła załatwiać pogrzeby. Takie świątynie niekoniecznie były klasztorami, nierzadko mieszkał w niej tylko jeden bonza. Co więcej - shogun zniósł zasadę celibatu i pozwolił mnichom się żenić. Trudno wprawdzie zrozumieć dlaczego shogun decydował o sprawach nie leżących w jego gestii, tym niemniej mnisi to zaakceptowali i do dziś nierzadko się żenią. Mnisi Zen nie są tu wyjątkiem. Jeśli do świątyni przypisana jest dostateczna ilość "parafian", to dochód z pogrzebów wystarcza na utrzymanie rodziny. Bycie bonzą stało się zawodem. Do każdego zawodu trzeba się oczywiście uczyć; bonzowie zakonu Tendai i innych studiują sutry, bonzowie Zen przechodzą przez kurs intensywnej medytacji z serią koanów (w zakonie Rinzai) lub z przestrzeganiem ścisłej dyscypliny (w zakonie Soto), ale po takich studiach mogą osiąść na "parafii" i żyć sobie spokojnie z pogrzebów. Ot, takie uwarunkowanie, które przeszło dziwną ewolucję. Dziś nie trzeba być mnichem by zostać mistrzem Zen, nie trzeba żyć w celibacie i utrzymywać się z żebrania by być buddyjskim mnichem, dziś w Japonii bycie mnichem polega na goleniu łepetyny na łyso i chodzeniu w czarnym habicie. No, powiedzmy, że nie wszystkich to dotyczy. Powiedzmy, że wśród mnichów Zen ideałem jest nadal celibat i ubóstwo. Ale może to też jest uwarunkowanie i schemat myślenia? Może czas najwyższy, żeby znów pojawił się ktoś, kto jakiś ferment znowu z Chin przywiezie?

Pewnego dnia Fujiwara Yorimichi, minister cesarza, wszedł do pałacowej łaźni i obserwował palacza przy pracy. Palacz spostrzegł przybysza i zawołał: "Coś ty za jeden? Jak śmiesz wchodzić bez pozwolenia do pałacowej łaźni?" i przepędził go. Minister zmienił swe szare ubranie na wspaniały dworski strój. Kiedy się w tym stroju pojawił w łaźni, palacz dostrzegł go z daleka, przestraszył się i uciekł. Minister powiesił swój strój na bambusowym drągu i kłaniał mu się nisko. Zapytany co robi, odrzekł: "Jestem otoczony szacunkiem nie z powodu mych cnót, lecz z powodu tego stroju."

Dogen, "Shobogenzo Zuimonki"



Więcej na temat sztuk Japonii w mojej książce "CZARKA GORZKIEJ HERBATY"



Wednesday, January 11, 2023

KRÓTKA HISTORIA JAPOŃSKIEGO ZAMKU


Wieża zamku w Inuyama
 KILKA ARKEBUZÓW


Kiedy w połowie szesnastego wieku do wybrzeży Japonii na dziwnych statkach przybyli ludzie o długich nosach, przywieźli ze sobą dużo ciekawych rzeczy, wśród nich długie rury z metalu, które podpalone robiły wielki huk i strzelały kulkami lecącymi prosto do celu szybciej niż wypuszczona z łuku strzała. Japończycy jak to Japończycy, najpierw się dziwowali, potem kilka takich rur kupili, a następnie zaczęli produkować sami. Może się to wydać dziwne, ale tych kilka przywiezionych z Portugalii arkebuzów zmieniło zupełnie krajobraz kraju: samurajska kawaleria najpierw zaczęła spadać z koni, wkrótce potem na dobre z tych koni zsiadła, a we wszystkich prowincjach kraju wyrosły twierdze o kamiennych bastionach. Dziwniejsze wydawać się może to, że Japończycy, którzy z Chin przejęli pismo, religię i architekturę sakralną, całkowicie zignorowali chińską architekturę wojskową. Jakby nigdy nie słyszeli o Wielkim Murze czy o warownych miastach w Państwie Środka. W Kraju Wschodzącego Słońca siedziby samurajów obwarowane były jedynie palisadą, a większe obozy wojskowe najwyżej tymczasowymi wałami ziemnymi. Dopiero sprowadzona z Portugalii broń palna i być może wieści o europejskich twierdzach słyszane z ust jezuickich misjonarzy spowodowały, że Japończycy zaczęli wznosić swe kamienne warownie.


ZŁOTE TAPETY

Za twórcę pierwszych japońskich zamków uważany jest zwykle Oda Nobunaga; ten sam, który pierwszy na szeroką skalę użył arkebuzów do dziesiątkowania kawalerii swoich przeciwników. Zbudowany przezeń zamek Azuchi nad jeziorem Biwa stał się wzorem dla dziesiątek podobnych twierdz zbudowanych w przeciągu następnych lat w całym kraju. Jego budowę rozpoczęto w 1576 roku i ukończono trzy lata później. Wzniesiony na wzgórzu, otoczony kilkoma pierścieniami oblicowanych kamieniem wałów, zwieńczony był siedmiopiętrową wieżą o fantazyjnych dachach. Wnętrza wieży były olśniewające, niektóre z nich, jak sala audiencji, wytapetowane złotą folią i zdobne malowidłami pędzla Kano Eitoku, uznawanego za największego artystę epoki. Nie ma wątpliwości, że Nobunaga po to właśnie zbudował sobie ten zamek, by olśniewać: chętnie oprowadzał po nim swoich gości, a dwóm jezuickim misjonarzom wręczył nawet parawany z malowidłami przedstawiającymi twierdzę. Współczesne relacje są zgodne, że zamek Azuchi przewyższał wszystko, co dotąd widziano w Japonii. Historia jednak w owym czasie toczyła się wartko, zamek w Azuchi stał tylko trzy lata. W 1582 roku w wyniku rewolty jednego z generałów zginął Nobunaga, a jego zamek został kompletnie zniszczony, z dymem poszły arcydzieła architektury i malarstwa. Wandalizm, oczywiście, ale sam Nobunaga nie był wcale lepszy. W czasie swoich kampanii przeciwko uzbrojonym po zęby buddyjskim klasztorom puścił z dymem większość tysiącletnich świątyń na górze Hiei.


GŁÓWNA KWATERA

Zdobycie góry Hiei poszło stosunkowo łatwo, mnisi tamtejsi bowiem nie byli przygotowani na atak - dotychczas zabobonni samuraje bali się wkraczać zbrojnie na świętą górę, mimo że uzbrojeni mnisi nie wahali się napadać nawet na Kyoto. Inaczej wyglądała sprawa z zakonem Shinshu, który przez innych buddystów uważany był za heretycki i często atakowany, dlatego w 1532 roku zbudował sobie warowną główną kwaterę, zwaną Honganji, w doskonałym strategicznie miejscu tam, gdzie dziś znajduje się Osaka. W 1570 roku Nobunaga obległ Honganji i nie potrafił go zdobyć, dopiero po dziesięcioletnim niemal oblężeniu zawarto pokój, na mocy którego obrońcy opuścili twierdzę, otrzymując w zamian nową świątynię na rubieżach Kyoto. Opuszczone miejsce, które dowiodło swego doskonałego położenia, Toyotomi Hideyoshi przeznaczył na swoją główną kwaterę. W 1583 roku rozpoczęto tam budowę zamku Osaka, a trzy lata później stała już gotowa najpotężniejsza twierdza w całej Japonii. Określenie "zamek" nie bardzo tu pasuje, była to potężna cytadela, której zewnętrzne mury miały kilkanaście kilometrów obwodu, a w samym centrum stała wieża o wysokości ponad 60 metrów. Na dziedzińcu hommaru stał również złotem tapetowany pałac.


ODWIEDZINY CESARZA

Hideyoshi to niezwykła postać, geniusz wojenny porównywany niekiedy do Napoleona. Syn chłopa, zaczynał swoją karierę jako szeregowy piechur w armii Nobunagi, gdzie w krótkim czasie dosłużył się rangi generała. Po śmierci Nobunagi szybko zdławił rebelię i sam się stał panem sytuacji, z rąk cesarza przyjmując nominację na kampaku, czyli regenta. W ciągu kilku następnych lat dokończył rozpoczętego przez Nobunagę dzieła zjednoczenia Japonii, a swoją nową pozycję postanowił uświetnić rzeczą zupełnie niezwykłą: zaproszeniem cesarza do siebie do domu. Wizyty cesarza w domu osób nie należących do rodziny cesarskiej były rzeczą zupełnie wyjątkową, ostatnie takie wydarzenie miało miejsce ponad sto lat wcześniej. Cesarz odwiedził wówczas shoguna Ashikaga Yoshimitsu, który specjalnie na tę okazję zbudował słynny Złoty Pawilon. Hideyoshi również zbudował sobie specjalnie na ten cel nową rezydencję w Kyoto, nazwaną Jurakudai. Oficjalnie był to pałac, w rzeczywistości warowna twierdza, tyle że pełna zdobnych złotem budynków i wspaniałych ogrodów. W 1588 roku wszystko było gotowe i cesarz mógł odwiedzić w domu swego regenta.


Japoński zamek

PROSTY DOMEK

Hideyoshi miał w ogóle zwyczaj budowania sobie nowych rezydencji na każdą większą okazję tak, jak kobiety szyją sobie nowe suknie na co świetniejszy bal. Po zjednoczeniu Japonii postanowił on podbić Koręe, w wyniku czego nawiązana została bezpośrednia dyplomacja z Cesarstwem Chińskim. W 1596 roku miało przybyć do Japonii poselstwo cesarza Chin i na tę okazję Hideyoshi postanowił zbudować sobie kolejny, jeszcze bardziej olśniewający zamek. Stanął on na wzgórzu w pobliżu miasteczka Fushimi na południe od Kyoto. Budowa trwała dwa lata; do pracy przystąpili najświetniejsi rzemieślnicy w kraju i istotnie budynki zamku przewyższały wspaniałością wszystko, co dotychczas widziano. Zrządzeniem losu na trzy dni przed planowanym ceremonialnym przyjęciem posłów w tym właśnie rejonie kraju miało miejsce potężne trzęsienie ziemi i zamek Fushimi stanął w gruzach. Na zamku zginęło wówczas kilkaset osób, ale sam Hideyoshi ocalał, mieszkał bowiem, jak to często miał w zwyczaju, w prostym domku krytym strzechą. Audiencja posłów przełożona została o trzy miesiące, w którym to czasie zamek przywrócono do dawnej świetności. Był to jednak ostatni zamek wielkiego dyktatora - dwa lata później on sam zmarł bez trzęsienia ziemi.


FAKTYCZNA STOLICA

Na wschodzie Japonii, w rejonie Kanto, ogromne włości miała rodzina Hojo, która najdłużej opierała się władzy nowego dyktatora. W 1590 roku Hideyoshi poprowadził przeciwko nim zwycięską kampanię, a skonfiskowane w jej wyniku ziemie otrzymał jego (i wcześniej Nobunagi) wierny sojusznik: Tokugawa Ieyasu. W swych nowych posiadłościach Ieyasu zbudował zamek Edo w miejscu przypominającym położenie zamku Osaka i niewiele mu ustępujący rozmiarami. Kiedy Hideyoshi zmarł, w kraju nastąpiło chwilowe zamieszanie i kolejna wojna; z wojny tej zwycięsko wyszedł Ieyasu, otrzymał od cesarza tytuł shoguna, a zamek Edo stał się faktyczną stolicą kraju. Ieyasu nie był tak rozrzutny jak Hideyoshi, nie budował sobie nowych rezydencji co kilka lat. Po otrzymaniu tytułu shoguna zbudował sobie tylko zamek Nijo w Kyoto, przeznaczony do własnego użytku w czasie ewentualnych pobytów w cesarskiej stolicy. Jest to raczej nietypowy zamek, na planie czworoboku zajmującego jeden kwartał uliczny, zabudową wewnątrz przypominający pałac i spełniający funkcję podobną do Jurakudai. W 1626 roku shogun Iemitsu podejmował w nim cesarza Gomizunoo, a wcześniej, w 1620 roku jego siostra z wielką pompą wyjeżdżała na swój ślub z tymże cesarzem. Shogun Tokugawa Iemitsu, wnuk Ieyasu, uznał że nie przystoi, by jego główny zamek był tylko drugim co do wielkości w kraju. Już jego ojciec, shogun Tokugawa Hidetada, rozebrał wieżę wzniesioną przez Ieyasu i zbudował nową; Iemitsu i tę wieżę rozebrał i postawił na jej miejscy jeszcze wyższą, mierzącą prawie sześćdziesiąt metrów wysokości od poziomu dziedzińca hommaru. W latach 1636-38 Iemitsu rozbudował także zamek wszerz, otaczając go nowym pierścieniem murów; fosa wokół tych murów miała prawie 16 kilometrów długości. A żeby być pewnym, że nikt go nie pobije, wydał edykt zakazujący budowy nowych zamków.


STRAŻNIK NIEBA

Japońskie twierdze były zupełnie niepodobne do europejskich średniowiecznych zamków. Budowane w odpowiedzi na wprowadzenie arkebuzów, posiadały one charakterystyczne cechy twierdz przystosowanych do broni palnej: obwarowania na planie wieloboku ze szpiczastymi bastionami osłaniającymi proste lico muru. Owe "mury" nie były tak naprawdę murami, lecz wałami ziemnymi oblicowanymi jedynie kamieniem układanym bez zaprawy. Kamień był w dodatku w wielu wypadkach tylko pobieżnie ociosany, jedynie w szczególnie ważnych punktach, na przykład na narożach bastionów i wokół bram, stosowana była staranna kamieniarka. Aby uniknąć wypadania kamieni, układano je zawsze szerszą stroną do wewnątrz, co nadawało murowi charakterystyczną krzywiznę. Wały otoczone były fosami, ale do bram prowadziły nie dobrze nam znane zwodzone mosty, lecz groble. Z reguły było kilka pierścieni wałów okalających kolejne dziedzińce; centralny dziedziniec zwany był hommaru, drugi ninomaru, trzeci sannomaru. Wyróżniano trzy typy zamków: yamajiro, czyli zamek na wzgórzu, hirajiro, czyli zamek na równinie, oraz hirayamajiro, czyli typ mieszany. Pośrodku centralnego dziedzińca, a jeśli zamek był na wzgórzu to na szczycie wzgórza, stała zawsze wielopiętrowa wieża. Ta wieża jest najbardziej charakterystycznym elementem japońskiego zamku; zwana jest ona tenshu, czyli "strażnik nieba". Jest to stojąca na wysokim kamiennym podmurowaniu drewniana konstrukcja o kilku zwężających się piętrach kryta fantazyjnymi dachami niczym pagoda. Swoim położeniem przypomina europejską wieżę ostatniej obrony, jednakże w Japonii z reguły takiej funkcji nie pełniła; jeśli oblegający wdarli się już na ostatni dziedziniec, dla pozostałych przy życiu obrońców był to znak, że czas rozcinać sobie brzuszki. Tak właśnie zginął Toyotomi Hideyori, kiedy w 1615 roku zdobyto zamek Osaka. Inny samuraj, Shibata Katsuie, na dolnym piętrze swej wieży trzymał stosy słomy specjalnie po to, by je podpalić w takiej ostatecznej sytuacji; to właśnie się stało w 1583 roku i wypruwał sobie układ trawienny we wspaniałej płomiennej scenerii. Funkcja wieży zamkowej w Japonii była raczej symboliczna, miała ona być widocznym z daleka symbolem władzy. Punktem obserwacyjnym była oczywiście również, ale walory estetyczne były wyraźnie obecne przy jej konstrukcji. Dla przykładu - zwężające się piętra mogły być kryte prostymi czterospadowymi dachami i w niektórych przypadkach tak właśnie było, najczęściej jednak ze wszystkich stron budowano ozdobne szczyty, niekiedy wysokie na dwa piętra i przecinające dachy wyższego poziomu. W dolnej części wieży znajdował się zwykle magazyn lub arsenał, wyższe urządzone były jak pomieszczenia mieszkalne, jednakże mieszkanie w wieży nie było wcale wygodne; w centralnym obrębie murów znajdowały się z reguły inne, lepiej temu celowi służące budynki. W ważniejszych zamkach stały również budynki należące raczej do architektury pałacowej, jak sale audiencji, a także pawilony herbaciane i skalne ogrody. Wszystkie natomiast zamki miały oprócz głównej wieży także cały szereg mniejszych wież i baszt budowanych w newralgicznych punktach, np. na bastionach i nad bramami. W dużych twierdzach takich wież była ogromna ilość; w zamku Osaka było 48 dużych wież i 76 mniejszych baszt. Ponadto mury nie posiadały krenelaży, lecz nadbudowę, niekiedy krytą dachem, z niewielkimi otworami strzelniczymi. Wszystkie budynki na zamkach budowane były z drewna i jedynie otynkowane.


Mury zamku w Tokyo 

ŚLADY DOBUDÓWEK

Wielka reprezentacyjna budowla Iemitsu w Edo nie przetrwała nawet dwudziestu lat: poszła z dymem w wielkim pożarze miasta w 1657 roku. Późniejsi shogunowie odbudowali pałace, ale już nie wieżę, te pałace też się zresztą wszystkie później spaliły. W 1750 roku piorun trafił w wieżę zamku Nijo w Kyoto i też ją spalił. Drewniane konstrukcje japońskich zamków łatwo ulegały zniszczeniu, niewiele z nich dotrwało do dziś w swej pierwotnej postaci. W wielu miastach widać dziś wprawdzie dumne zamkowe wieże, jednakże większość z nich to betonowe rekonstrukcje zbudowane po ostatniej wojnie. Tylko dwanaście zamków posiada dziś oryginalne wieże pochodzące z czasów feudalnych, a tylko sześć ze złotego okresu. Do niedawna za najstarszą uważano wieżę zamku Inuyama w pobliżu Nagoya, wedle jakichś przekazów bowiem dwa niższe piętra miały być przeniesione z jakiegoś zamku zbudowanego w latach trzydziestych szesnastego wieku, a tylko dwa górne dobudowane w 1599 roku; ostatnio przeprowadzone prace konserwatorskie nie znalazły śladów takich przenosin i dobudówek, wobec czego dziś przyjmuje się tę późniejszą (i tak wczesną) datę za czas powstania całości. Obecnie za najstarszą uważa się wieżę zamku Maruoka w prefekturze Fukui. Zamek ów zbudował na polecenie Nobunagi jeden z jego wasali w 1575 roku; w 1948 wieża się zawaliła po trzęsieniu ziemi, ale odbudowano ją dokładnie z tego samego materiału. Natomiast zamek Hikone nad jeziorem Biwa powstał w 1606 roku, ale wieża na pewno została przeniesiona z innego zamku, zbudowanego jeszcze w 1575 roku. Najlepiej zachowany w całości jest zamek Himeji, słynna "Biała Czapla". Zamek ten zbudował najpierw Hideyoshi w 1581 roku, kiedy był jeszcze wasalem Nobunagi, później przekazał zamek swojemu szwagrowi, który dalej go rozbudował, a w 1601 roku zamek otrzymał zięć świeżo mianowanego shoguna Ikeda Terumasa, który znów go rozbudował, między innymi rozbierając wcześniejszą wieżę i stawiając nową. Od 1609 roku, kiedy ostatnia rozbudowa została ukończona, zamek stoi praktycznie nietknięty. Jest to nie tylko najlepiej zachowany z japońskich zamków, ale też jeden z najlepiej ufortyfikowanych. Dla przykładu: wieża składa się z czterech skrzydeł ustawionych w czworobok, przy czym wejście jest z wewnętrznego dziedzińca, gdzie - gdyby wróg się tam dostał - rażony byłby ogniem z czterech stron. Oprócz walorów militarnych zamek Himeji słynie z pięknej harmonijnej architektury. Himeji jest typowym przykładem hirayamajiro, czyli zamku położonego częściowo na wzgórzu, częściowo na równinie. Najlepiej zachowanym zamkiem typu hirajiro, czyli równinnego, jesz zamek Matsumoto w prefekturze Nagano, w malowniczym miejscu w samym sercu Alp Japońskich. Okolica jest górzysta, ale zamek położony jest na płaskim dnie szerokiej doliny. Zbudowany w 1597 roku, posiada doskonale zachowaną wieżę; pomalowana na czarno, prezentuje się imponująco na tle ośnieżonych szczytów górskich.


DZIEŃ OGLĄDANIA

Niewiele natomiast zostało z tych wielkich zamków, które budowali Hideyoshi i Ieyasu. Zamek Osaka został zdobyty i zniszczony w 1615 roku, shogun Tokugawa Iemitsu odbudował go w nowym stylu w 1626 roku, ale wieża później spłonęła trafiona piorunem, a pałac hommaru też nie przetrwał epoki Meiji. W 1935 roku odbudowano wieżę z żelbetonu, która na najwyższym piętrze ma nie punkt obserwacyjny, lecz maszynerię poruszającą windę. Pałac Jurakudai Hideyoshi wpierw przekazał swemu adoptowanemu synowi Hidetsugu, a następnie - kiedy urodził mu się prawdziwy syn - oskarżył Hidetsugu o zdradę, kazał mu popełnić harakiri, a rezydencję rozebrał. W zamku Edo wieża również spłonęła trafiona piorunem, a inne budynki, jeśli nawet przetrwały epokę Meiji i przeprowadzkę cesarza do tego właśnie zamku, spalone zostały w czasie nalotów ostatniej wojny. Najwięcej oryginalnych budynków zachowało się z zamku Fushimi, a to dlatego, że po 1615 roku zamek powoli rozbierano, przenosząc zabudowania w inne miejsca. Najczęściej budynki przekazywano w darze buddyjskim klasztorom. W Nishi Honganji, głównej świątyni tego samego zakonu, który kiedyś był siłą usunięty z Osaka, stoją do dziś Brama Cesarskiego Posłańca oraz Sala Audiencji. Są to wspaniałe dzieła architektury; Brama Cesarskiego Posłańca zwana jest potocznie Higurashi no Mon, czyli "Bramą na dzień oglądania", cała jest bowiem pokryta delikatną i częściowo złoconą snycerką; ściany Sali Audiencji pokrywają malowidła największych ówczesnych mistrzów pędzla, niektóre na złotym tle. Inne budynki i bramy otrzymały klasztory Nanzen ji, Kodai ji i Sambo in. Część budynków pałacowych z Fushimi shogun Iemitsu przeniósł do swego zamku Nijo, który właśnie rozbudowywał na jedną z uroczystych okazji; stoją tam one do dziś tworząc część pałacu Ninomaru. W ogóle zamek Nijo zachował się z nich wszystkich najlepiej, choć przeniesiona tu z Fushimi wieża też spłonęła trafiona piorunem.


PÓŁGODZINNA KANONADA

W 1635 roku shogun Iemitsu wydał edykt zakazujący budowy i nawet naprawy zamków bez specjalnego zezwolenia; skończył się złoty okres. Przez następne dwa i pół wieku w Japonii trwał pokój, a niemal całkowicie odcięty od świata kraj miał tylko mgliste pojęcie o tym, co się poza jego granicami działo. Sztuka wojenna i związana z nią technologia zamarły na takim poziomie, na jakim były na początku XVII wieku; w posiadaniu były (bo rzadko w użyciu) arkebuzy i działa produkowane na wzór tych, które przywieźli Portugalczycy w XVI jeszcze wieku. Z punktu widzenia Europy, która w tym właśnie okresie przeżywała dynamiczny rozwój, taki konserwatyzm wydaje się niewiarygodny. A i sami Japończycy przekonali się, że coś tu jest nie tak, kiedy pod koniec XIX wieku u ich wybrzeży pojawiły się już nie galeony, ale zupełnie inne statki z zupełnie inną artylerią, które spokojnie kołysząc się na zatoce potrafiły po półgodzinnej kanonadzie unieruchomić wszystkie działa dumnie wznoszącego się nad brzegiem zamku. Przekonali się, że coś tu jest nie tak i - jak to Japończycy - znów zabrali się do ostrej nauki.



Więcej na temat sztuk Japonii w mojej książce "CZARKA GORZKIEJ HERBATY"




Wednesday, December 28, 2022

STYL SHOIN, CZYLI MIEJSCE NA DZIEŁO SZTUKI

STOŁECZNE ZGLISZCZA

Shogun Ashikaga Yoshinori zamordowany został w 1441 roku podczas przedstawienia teatralnego; jego następcą został jego sześcioletni wówczas syn, Yoshimasa. Odznaczał się on wieloma talentami, ale brakowało mu jednego: wojskowego. Miał on respekt, pośród jego wasali wybuchały kłótnie kto ma być jego doradcą, spór pomiędzy rodami Hosokawa i Yamana w latach 1467-77 zmienił stołeczne Kyoto w kupę zgliszcz. Respekt nie wystarczył; brak talentu wojskowego uniemożliwił młodemu shogunowi zapobieżenie wojnom. Kiedy wojna w stolicy się w końcu skończyła, Yoshimasa poświęcił się temu, do czego miał talent niewątpliwy: sztukom pięknym. Pięć lat po zakończeniu wojny rozpoczął wśród wzgórz otaczających stołeczne zgliszcza od wschodu budowę swej wymarzonej rezydencji: to była jego rewolucja. W tej rezydencji był piękny zenistyczny ogród i Srebrny pawilon, ale najważniejszy był budynek zwany dziś Togu-do. Najważniejszy, bowiem ten budynek zapoczątkował nowy nurt w architekturze Japonii: styl zwany "książkowym", czyli shoin-zukuri.

Pałac cesarski w Kyoto

KONFUCJAŃSKA ETYKIETA

Dotychczas oficjalne rezydencje możnowładców i arystokracji budowano w stylu shinden-zukuri; od czasów Yoshimasy wyszedł on z użycia i dziś tylko pałac cesarza w Kyoto odbudowuje się w tym stylu. Odbudowuje się, ponieważ boskość jego mieszkańca nie uchroniła drewnianych budynków przed pożarami. To, co obecnie pokazuje się turystom, pochodzi z 1855 roku. Tym niemniej zakłada się, że jest to kopia pałacu zbudowanego pierwotnie w Nara w 710 roku. W czasie oficjalnej audiencji w budynku w stylu shinden najważniejsza osoba (w pałacu cesarskim oczywiście cesarz) siedziała pośrodku sali na jedynej macie, ministrowie siedzieli wokół na poduchach położonych bezpośrednio na drewnianej podłodze, niżsi rangą urzędnicy siedzieli na werandzie, której podłoga była o stopień niższa. Budynki w shinden-zukuri nie były podzielone na pokoje, wnętrze każdego pawilonu stanowiło jedną salę, poprzedzielaną jedynie parawanami lub zasłonami wieszanymi u sufitu. Pawilonów w bogatej rezydencji było z reguły kilka, połączonych gankami krytymi jedynie dachem i porozstawianych symetrycznie wokół centralnego dziedzińca. Ci, którym udzielana była audiencja, zbliżali się przez ten dziedziniec do głównego pawilonu. Było to zgodne z zasadami konfucjańskiej etykiety importowanej z Chin w epoce Tang.

OZNAKA CZCI

Yoshimasa z tą tradycją zerwał. Przyjmował on swych wasali w pokoju, gdzie podłoga była cała wyłożona matami. Naprzeciw głównego wejścia była specjalnie zaaranżowana ściana, której głównym motywem była wnęka zwana tokonoma, natomiast w jednej z zewnętrznych ścian, wyklejonej przejrzystym papierem - a więc wpuszczającej światło - była wnęka z szerokim parapetem na tyle wysokim, by siedząca na podłodze osoba mogła na nim wygodnie pisać. Wnęka ta, a raczej jej parapet, nazywał się tsukeshoin i to on dał nazwę całemu stylowi architektury. Yoshimasa nie wymyślił tego wnętrza sam. Nie ma wprawdzie zachowanych ani zabytków, ani dokumentów, na podstawie których można by prześledzić jego rozwój, ale uważa się, że tak wyglądały rezydencję opatów w klasztorach Zen. Niewątpliwie tokonoma jest echem buddyjskiego ołtarza. Buddyjski ołtarz w Japonii składa się z wizerunku kultowego, którym jest rzeźba lub obraz z buddyjskiego panteonu, a przed wizerunkiem stoją wazon z kwiatami oraz stojaczek z kadzidełkami jako oznaka czci. Na prywatnym ołtarzyku mistrza Zen obiektem kultowym mógł być portret Bodhidharmy namalowany kilkoma pociągnięciami pędzla, albo też wykaligrafowany wiersz napisany przez jednego z patriarchów, albo zenistyczna mandala, czyli namalowany jednam gestem krąg na białym tle. Później, w świeckich wnętrzach w stylu shoin, przyjęło się wieszanie w tokonoma obrazów z pejzażami sansui.

Styl shoin

WIERNY WASAL

Oda Nobunaga został zamordowany przez jednego ze swych generałów w 1582 roku; na wieść o tym Toyotomi Hideyoshi, jego wierny wasal, zawrócił natychmiast z zachodniego frontu, zniszczył armię buntowników i sam się stał panem sytuacji. Będąc panem sytuacji zadbał o to, by przywrócić świetność cesarskiego dworu, który w poprzednim stuleciu poważnie zubożał, jako że nominalni poddani nie tylko że nie płacili podatków, ale nawet co jakiś czas puszczali z dymem stolicę. W 1585 roku Hideyoshi został przez cesarza Gyozei mianowany kampaku, czyli regentem, co było radykalnym zerwaniem z tradycją, wedle której regenci pochodzili zawsze ze starożytnego rodu Fujiwara. W 1588 roku Hideyoshi postanowił ugościć cesarza u siebie w domu. Ten dom, czyli zamek Jurakudai, został specjalnie na tę okazję zbudowany; budynki, w których przyjęcie się odbywało, zbudowano w stylu shoin-zukuri. Nie było to ot takie sobie przyjęcie - zaproszeni na tą okazję wielmoże po kolei składali hołd cesarzowi i składali przysięgę na wierność jego regentowi. Wnętrze zostało specjalnie zaaranżowane tak, by ceremonia składania hołdu robiła jak największe wrażenie na tych, którzy ten hołd składali. Osiem lat później, w związku z wojną w Korei, do Japonii przybyło poselstwo z Chin, na tę okazję Hideyoshi zbudował sobie zamek Fushimi, gdzie oficjalne apartamenta również zbudowano w stylu shoin; trudno wątpić, że i te budynki budowano z myślą o tym, by olśniewać. W 1598 roku Hideyoshi zmarł, a po krótkotrwałych zamieszkach panem sytuacji w kraju został jego dotychczasowy wierny wasal - Tokugawa Ieyasu. W tym samym mniej więcej czasie zmarł ostatni shogun z rodu Ashikaga; w jego miejsce (znów zrywając z tradycją) cesarz mianował shogunem Ieyasu. W 1603 roku nowy shogun przyjmował gratulacje od swoich wasali w specjalnie na tę okazję zbudowanym zamku Nijo w Kyoto; budynki tam były oczywiście w stylu shoin. W 1626 roku shogun Tokugawa Iemitsu w tymże zamku podejmował cesarza Gomizuno, swego zresztą szwagra. A w latach 1637 38 shogun Iemitsu rozbudował swą główną rezydencję: zamek Edo; budynki oficjalnych przyjęć w tym zamku stanowiły wzorzec shoin-zukuri przez następne stulecia. Na zamku w Edo shogun regularnie przyjmował swych wasali zgodnie z ustaloną etykietą. Wszyscy ci wasale mieli w Edo rezydencje, które też były w stylu shoin. Istniały ścisłe przepisy kto jaką rezydencję może mieć: wielcy panowie wspanialszą, mniej ważni mniejszą. Shoin-zukuri nie był tylko stylem architektonicznym, który mógł być użyty lub nie; spełniał on funkcję polityczną.

Wnętrza cesarskiej willi Shugakuin pod Kyoto

PRZEJRZYSTY PAPIER

Budynki zamku Edo dziś nie istnieją, istnieją natomiast te, które na zamku Nijo w Kyoto Iemitsu zbudował na wizytę cesarza. To znaczy stoją te, które on sam wówczas zajmował; skrzydło przeznaczone do użytku cesarza natychmiast po wizycie rozebrano. Istnieją również (jak sądzi większość badaczy) budynki z zamku Fushimi, mimo że na miejscu pozostały tylko puste mury; część budynków (jak głosi tradycja) przeniesiono w darze dla buddyjskich klasztorów: główną salę audiencji do Nishi Honganji w Kyoto, a niewielki shoin do klasztoru Nanzenji w tymże mieście. Te budynki stanowią dziś najlepsze przykłady stylu shoin-zukuri. Termin shoin-zukuri nie jest zbyt jasny. Niektórzy obejmują tą nazwą styl budownictwa, w którym cała konstrukcja dachu wsparta jest na słupach, natomiast większość ścian może być wyjmowana lub przesuwana, czyli tak naprawdę nie jest jasne czy są to ściany, czy drzwi. W ten sposób wnętrze budynku może być podzielone na odrębne pokoje, które w dodatku mogą być powiększane lub zmniejszane w zależności od potrzeb. Owe ściany drzwi mogą być różnych rodzajów; najczęściej spotykane to shoji, wyklejane przejrzystym papierem i używane jako zewnętrzna ściana budynku (pełniąca zarazem funkcję okna), oraz fusuma, wyklejane białym papierem z namalowanym krajobrazem lub innym motywem, służące do rozdzielania pomieszczeń wewnątrz budynku. Niektórzy zawężają znaczenie słowa shoin-zukuri uważając, że budynek w tym stylu musi posiadać formalną salę audiencji, zwaną ohiroma. Niektórzy uważają, że obowiązkowym elementem tego stylu jest również genkan, czyli portyk przed ohiroma z na tyle głębokim zadaszeniem, by można doń wstawić lektykę, a dostojny gość mógł wysiąść również w czasie deszczu nie mocząc ubrania.

Wnętrza świątyni Ryoanji w Kyoto

ARCYDZIEŁA SNYCERKI

Ohiroma, czyli sala formalnych audiencji, stanowiła wzorcowe wnętrze stylu shoin. Centrum uwagi w tym wnętrzu skupiała ściana z wnęką tokonoma. Obok tokonoma, w tej samej ścianie, była płytsza wnęka z asymetrycznie ustawionymi półeczkami, zwanymi chigaidana. Asymetria dominowała w tym wnętrzu; tokonoma i chigaidana nigdy nie były tej samej szerokości, zazwyczaj tokonoma była dużo szersza. Ponad chigaidana był kawałek litej ściany zwany kokabe; tokonoma była z reguły wyższa, ale nad nią również pozostawiony był wąski pas ściany, zwany arikabe, czyli ścianą mrówek. Ściany tokonoma mogły być pokryte malowidłem, ale niezależnie od tego wieszano w niej zwój z krajobrazem lub kaligrafią, a także stawiano wazon z kwiatami oraz kadzidełko. W ścianie prostopadłej do tokonoma był tsukeshoin, wnęka z oknem i parapetem do pisania, choć w sali formalnych audiencji jego funkcja była raczej dekoracyjna. Po przeciwnej stronie były ozdobne drzwi, zwane chodai-gamae, przez które zwierzchnik wchodził na audiencję. Funkcją sali audiencji było olśniewanie; wyklejone papierem ściany pokryte były zazwyczaj wspaniałymi malowidłami. Malowidła były najczęściej wykonane czarnym tuszem na białym tle, niekiedy jednak malowidło było kolorowe, a tłem była złota folia. Jedynie zewnętrzne ściany wyklejone były przejrzystym papierem, ale i to nie zawsze; niekiedy dla specjalnego efektu oświetlona była jedynie przestrzeń bezpośrednio przed tokonoma. Ponad ścianami często wstawiano kratownice umożliwiające przepływ powietrza we wnętrzu, zwano je ramma; niekiedy nie były to kratownice, lecz pełne prześwitów płaskorzeźby - prawdziwe arcydzieła snycerki - przedstawiające szybujące wśród chmur smoki lub feniksy. Podłoga była w całości wyłożona matami, ale w sali audiencji miała dwa, a czasem trzy poziomy: część wyższa, od strony tokonoma, zwana była jodan i zarezerwowana dla seniora, pozostała część, niższa o grubość maty, zwana była gedan i przeznaczona dla wasali składających hołd. Wasal w czasie audiencji siedział, ale zawsze w głębokim ukłonie, nie miał prawa podnieść oczu na seniora. Jeśli światło wpadało jedynie przez tsukeshoin, oświetlając seniora siedzącego na tle tokonoma, gdy reszta pokoju była w mroku, to wrażenie musiało być niezwykłe. Była to sztuka wprzęgnięta w służbę polityki.

SĘKATE PNIE

Budowa pałacu-twierdzy Jurakudai przywróciła świetność cesarskiej stolicy. Nowy regent hojnie łożył na odbudowę cesarskiego pałacu, nie mniej łożył na odbudowę swojego zamku, a wokół tego zamku wyrastały siedziby jego wasali. Styl shoin był wtedy oznaką statusu, a im więcej złotych okuć i kosztownych ozdób, tym lepiej. Jednakże, wedle relacji z owego czasu, wśród tego przepychu jedna rezydencja wyraźnie się wyróżniała, ale nie przepychem, lecz właśnie prostotą. Była to rezydencja słynnego mistrza herbaty, Sen-no Rikyu. Wnętrza były tam niby takie, jak w shoin-zukuri, tyle że nie było tam kosztownych ozdób, były natomiast motywy używane dotychczas w pawilonach do ceremonii herbaty. Ta rezydencja była początkiem kolejnej rewolucji w architekturze; uważa się, że zapoczątkowała nowy styl, zwany "herbacianym", czyli sukiya-zukuri. Oryginalna rezydencja Rikyu nie istnieje, ale w szkole ceremonii herbaty Omote Senke w Kyoto jest kopia pomieszczenia, w którym Rikyu w swej siedzibie podejmował gości. W pokoju tym, zwanym Zangetsu tei, jest nawet podwyższony fragment podłogi (jodan) przeznaczony dla feudalnego zwierzchnika (gościem Rikyu był kiedyś sam regent Hideyoshi), ale sęk w tym, że belki oddzielające tę część podłogi od reszty to nieociosane sękate pnie. Posunięcie bardzo charakterystyczne dla Rikyu: całe otoczenie niby normalne, tylko jeden szczegół wprowadzający w zdumienie, a jednocześnie znaczący. Gości, przyzwyczajonych do złotych ścian i arcydzieł snycerki, ten właśnie szczegół musiał zdumiewać: fragment podłogi przeznaczony dla najdostojniejszego gościa - oddzielony od reszty sękatym pniem znanym dotąd z architektury chłopskich domów. Może to była aluzja do pochodzenia najdostojniejszego z gości? Ów gość, o ile wiemy, nie czuł się urażony, zresztą Rikyu zawsze znany był z rozwiązań sugerujących prostotę. Nas natomiast ów sękaty pień nie zaskakuje, bowiem od tego czasu styl wprowadzający wiejskie elementy do architektury bogatych siedzib przyjął się w Japonii szeroko.

Shugakuin

PODMIEJSKA REZYDENCJA

W ciągu następnych dwóch stuleci architektura rezydencjalna rozwijała się w dwuch nurtach: z jednej strony shoin-zukuri, styl oficjalnych siedzib samurajów i możnowładców, pełen złotych okuć i kosztownych ozdób; z drugiej strony sukiya-zukuri, styl rezygnujący z ozdób i złota, zamiast tego wprowadzający elementy budownictwa wiejskiego - bambusowej plecionki zamiast arcydzieł snycerki, nieociosanych, a czasem nawet nieokorowanych i krzywych belek, w skrajnych przypadkach nawet ścian nie wyklejonych papierem, lecz wypełnionych gliną. W tym stylu budowano oczywiście pawilony do ceremonii herbaty, ale nie tylko. Zamożne mieszczaństwo, któremu nie wolno było budować w samurajskim stylu shoin, budowało sobie domostwa w stylu sukiya. Ale nie tylko mieszczaństwo; tak budowali sobie domy również niektórzy samuraje, arystokracja z Kyoto, a nawet książęta rodziny cesarskiej. Jednym z najświetniejszych, a na pewno najbardziej znanym przykładem tego stylu jest zbudowana w 1658 roku Katsura-rikyu, podmiejska rezydencja księcia Toshitada, kuzyna cesarza Gomizuno.  Innym jest rezydencja samego Gomizunopod Kyoto, zwana Shugakuin.  

ZAPALANIE KADZIDEŁEK

Styl sukiya był uproszczoną wersją stylu shoin: rezygnowano z ozdób, zmieniano proporcje, niektóre elementy likwidowano, ale jeden element wnętrza był z reguły obecny: tokonoma, miejsce na dzieło sztuki. Tokonoma skupiała uwagę osób przebywających we wnętrzu, tu wieszano dzieło sztuki malarskiej lub kaligraficznej, stawiano układ kwiatowy i zapalano kadzidełko. Ceremonia zapalania kadzidełek była w owym okresie uważana za sztukę, ceniono ją niemal na równi ze sztuką parzenia herbaty. Układanie kwiatów też było oczywiście uważane za sztukę.



Więcej na temat sztuk Japonii nieuznawanych za sztuki w Europie w mojej książce "CZARKA GORZKIEJ HERBATY"